Lubieszów 2007 – V jesienny cross

Lubieszów 2007 – V jesienny cross

Zimno. Przeraźliwy ziąb przenika wraz z wiatrem przez wszystkie warstwy odzieży. Teraz jeszcze tego nie wiemy, ale nazajutrz spadnie śnieg. Widzę, jak wszyscy przytupują, szukając odrobiny ciepła w ruchu, ale i rozgrzewając się przed biegiem. Tak, zaraz start w klasie integracyjnej. Po raz piąty klub Cze-Mi stanął na wysokości zadania, organizując bieg dla osób niepełnosprawnych w ramach zawodów psich zaprzęgów. Jesteśmy w Lubieszowie po raz kolejny i za każdym razem jest inaczej. Rok temu było tak ciepło, że

biegaliśmy w krótkich rękawkach. Jednak nawet teraz nikt nie chroni się w ogrzewanej kozami świetlicy. Wszyscy krążą w ogólnym rozgardiaszu – przyczep, sprzętu, przypiętych na stake-out’ach psów – składającym się na niepowtarzalny klimat takich zawodów. Psy domagają się pieszczot, drapania za uchem, choćby popatrzenia na nie. Wycie pomnożone przez setki psich gardeł przyprawia o dreszcze. Obrazy z książek Jacka Londona stają mimowolnie przed oczami.

Wreszcie nadchodzi ten moment. Przechodzimy na start. Zawodnicy startują w odstępach minutowych, większość ma ubezpieczenie w postaci jadącego obok rowerzysty – na wszelki wypadek. Na rowerze, gdyż biegnąc obok byłoby ciężko. Są szybcy, a bieg po lesie pełnym wykrotów i pułapek nie należy do prostych. Kiedy wpadają na metę widać po szybkim oddechu, że dali z siebie wszystko… Jeszcze trzeba pochwalić psy, podziękować im ciepłymi słowami, których słuchają, patrząc w oczy. Doskonale rozumieją, co do nich mówimy, drapiąc je za uchem.

Wieczorem, gdy wszystko zaczyna ginąć w narastającym zmierzchu zaczyna płonąć ognisko. Ciepło, do którego wszyscy się garną, by ogrzać się, ale i być z sobą, złączeni magią ognia i wspólnym przeżyciem.